Jak (nie) zaczynać przygody z windsurfingiem - część 2

Po pierwszym artykule o zaletach windsurfing pewnie cały czas zastanawiacie się dlaczego nie jest on (jeszcze) naszym sportem narodowym... Tak, czy inaczej. Jak nie zaczynać przygody z windsurfingiem:

Błędy

Błędów jakie można popełnić przy nauce pływania na desce z żaglem jest masa. Ludzie pływający na stole zamiast deski i prześcieradle zamiast żagla wcale nie są rzadkim widokiem. Dlaczego tak się dzieje? Postawmy się na chwilę w sytuacji przeciętnej osoby, która złapała zajawkę na windsurfing. Żeby się lepiej wczuć podpowiem, że będzie to prawdopodobnie 30-kilku latek z lekką oponką i kryzysem wieku średniego. Nie liczcie na zbyt wiele kobiet w tym sporcie. Kobiety z reguły są bardziej zainteresowane kitesurfingiem i kitesurferami. Niestety te zainteresowania idą potem w parze z ironicznymi rozczarowaniami... Przepraszam, brzydki żart (ale bycie windsurferem zobowiązuje). Sam chciał bym się kiedyś nauczyć pływać na kite'cie :)

Zaczynamy

Mamy 35 lat, nie wiemy dokąd zmierza nasze życie. I oto zobaczyliśmy fajny, windsurfingowy filmik na YouTube'ie. Na filmiku młode chłopaki, przy silnym wietrze, w pełnym słońcu i krótkich piankach kręcą super tricki nie gdzie indziej, a na naszym półwyspie helskim. To jest to! Też tak chcemy! Szybki research w wyszukiwarce WWW. Jest lipiec, za oknem świeci słońce. Nie ma na co czekać. Pakujemy się i jedziemy nad najbliższe jezioro, gdzie podobno można spotkać windsurferów. Cóż... Nie tym razem. Na jeziorze kompletna flauta (brak wiatru). Szybka korekta w GPSie i jesteśmy nad zatoką. Tym razem lepiej trafiliśmy. Wszędzie pełno ludzi w surferskich spodenkach, gdzieniegdzie można nawet dostrzec deskę z żaglem.

Nauka


Co teraz? Wytężamy pamięć. W zeszłym tygodniu szwagier za flaszkę naprawił naszą lodówkę, a nóż nauczył by nas też pływać na desce? Dzwonimy. Niestety szwagier kojarzy deskę tylko z prasowaniem. Rozglądamy się po okolicy. Na horyzoncie widać jakieś flagi. Flagi -> wiatr -> windsurfing? Udało się. Trafiamy do szkółki windsurfingowej. Przeglądamy cennik. Zajęcia indywidualne, zajęcia grupowe. W grupie raźniej i taniej, więc nie ma się co długo zastanawiać. Na wodzie w prawdzie nie widać "zawodników" podobnych do tych z filmiku, ale instruktor mówi że warunki są idealne do nauki, więc zgarniamy wypożyczoną deskę i idziemy na plaże. Krótki instruktaż na brzegu z którego nie do końca wynika w jaki sposób żagiel będzie nas ciągnął i w jakim kierunku. Kiwamy głową udając, że zrozumieliśmy jak to wszystko działa i na wodę. Deska jest stabilniejsza niż byliśmy na to przygotowani, a żagiel dużo lżejszy. Ależ jesteśmy utalentowani!

Progress

Popływaliśmy godzinę, instruktor kiedy nie był zajęty podtrzymywaniem innej kursantki z grupy krzyknął parę wskazówek. Potrafimy już podnieść żagiel, przesuwać się w bliżej nieokreślonym kierunku i zawrócić. Mimo wszystko windsurfing wydaje się mniej ekscytujący niż w internecie. Trzeba sprawę wyjaśnić, więc idziemy do szkółkowej recepcji. Tam dowiadujemy się, że nauka windsurfingu to długi proces i możemy wykupić kupon na serię indywidualnych lekcji.

Zwątpienie

Nie jesteśmy typem, który w nieskończoność może słuchać instrukcji. Do nas lepiej wszystko dociera w praktyce. Dowiadujemy się, czy jest możliwość wypożyczenia sprzętu. Jest, ale trzeba by wcześniej wziąć jeszcze kilka lekcji, bo nie wypożyczają sprzętu początkującym. Niedorzeczne. Umiemy pływać w tą i z powrotem, potrzebujemy tylko trochę praktyki. Tak czy inaczej trzeba wracać do domu.

Research


Ok. Pierwsze kroki za nami. Zaczynamy planować następny wyjazd. Trafiamy na grupę lokalnych windsurferów. Wygląda na to, że szykuje się "warun" nad pobliskim jeziorem, w przyszłym tygodniu. W okolicy nie ma co prawda szkółki, ale i tak ceny wypożyczanego sprzętu były zdecydowanie za wysokie. Google'ujemy "sklep windsurfingowy"... 5000zł za samą deskę?! Ale przynajmniej grafiki mają lepsze niż te na których pływaliśmy w szkółce. Spokojnie. Znajdziemy jakąś fajną używkę. Na portalu aukcyjnym trafiliśmy na świetną ofertę całego zestawu za niecałe 2000zł... Sprowadzonego prosto z NIEMIEC! Bierzemy.

Drugie podejście

"Warun" nadszedł. Podobno będzie kilku lokalnych windsurferów nad naszym jeziorkiem. Pogoda za oknem nieciekawa. Ciemne chmury i pada deszcz. Trudno. Sprzęt kupiliśmy, to trzeba iść pływać. Dojeżdżamy na plażę. Kilka osób siedzi przy swoim sprzęcie. Podchodzimy, rozmawiamy. Podobno wieje słaba czwórka. Wyjmujemy z samochodu deskę, żagiel, maszt. Czas to wszystko razem złożyć. Rozwijamy żagiel. No nie! Żagiel przeleciał przez całą plażę i zatrzymał się na drzewie. Na szczęście windsurferzy to ludzie życzliwi, więc pomogli ściągnąć żagiel z drzewa i pokazali jak wszystko złożyć do kupy. Wygląda na to, że proces składania sprzętu jest bardziej skomplikowany niż myśleliśmy (ale spokojnie, w domu wszystko ogarniemy online). Przy okazji ktoś napomknął, że daliśmy się naciągnąć przy zakupach. Ale raczej to ten ktoś nie wie o czym mówi. Przecież to sprzęt z Niemiec.

Próba charakteru


Zabieramy naszą deskę na wodę ciągnąc wszystko po ziemi. Nie bardzo rozumiemy, jak innym udaje się z taką łatwością nieść sprzęt pod wiatr, ale to pewnie kwestia praktyki. No to jedzie... płyniemy! Ale wtopa. Na naszej nowej desce nie jesteśmy w ogóle w stanie ustać. Wrzucamy wszystko jakimś cudem do bagażnika i wracamy do domu. Wystawiamy dopiero co kupiony przez nas sprzęt na aukcję, ale zamiast ofert kupna zbieramy same hejty...

 

 

Zapraszam do lektury ostatniego artykułu z serii. Próbuję w nim wymienić (już na poważnie) jak najwięcej błędów popełnianych przy rozpoczynaniu przygody z windsurfingiem i napisać jak ich uniknąć.

Nasza strona korzysta z plików cookies. Jeśli nie zgadzasz się z naszą polityką plików cookies, możesz wyłączyć korzystanie z plików cookies w twojej przeglądarce. Dalsze przeglądanie strony bez zmieniania ustawień przeglądarki oznacza, że zgadzasz się z naszą polityką prywatności.

Akceptuję pliki cookies z tej witryny